30 października 2014

Gorąca czekolada z piankami czy napój mleczno-bananowy z kremem angielskim? Na co masz ochotę?

Orzeźwiające kąpiele cytryn w źródlanej wodzie, zapach zroszonej mięty, chrupiące kostki lodu uderzające o bezbarwne powierzchnie ciał swoich i szklanek... Atmosfera upalnych popołudni, kiedy to sączyliśmy przez słomkę chłodne napoje odeszła wraz z czasem letnim. Nie mamy potrzeby zmniejszania temperatur - przyroda zrobiła to za nas. Wietrzne oddechy coraz bardziej przypominają o powoli zbliżającej się zimie...

O poranku świat pokrywa delikatny kożuch mlecznej mgły, ręcznie tkany przez Matkę Naturę, która okrywa nim świat, próbując ugłaskać śpiące, czasem rozdrażnione jesienią ziemskie dzieci. Wypatrujemy zewnętrza z nosami przyklejonymi do szyby; zniechęceni mrużymy oczy zmęczone wszechogarniającą bielą. I gdy odwracamy wzrok, nasze serca biją szybciej na widok najbliższego otoczenia: miękkiej kanapy (czasem jeszcze niezasłanej, z pościelą gniecioną zaspanymi ruchami rąk i nóg), stolika, na którym za chwilę stanie kubek z parującą herbatą, wreszcie na widok czyjegoś ciepłego uśmiechu...

Zapraszam mleczną mgłę do domu. Wkładam obłoczki do blendera, dorzucam plasterki banana (w kolorze pastelowego słońca) i miksuję, tworząc letnio-jesienny napój. Innym razem podgrzewam je w rondelku, dorzucam gorzką czekoladę i mieszam, by endorfiny rozlały się po kuchni. Chcecie łyka?






gorąca czekolada z piankami

Składniki (na ok. 2 szklanki):
 - 200 ml mleka
 - 100 ml śmietany kremówki (30% albo 36%)
 - 1/4 tabliczki gorzkiej czekolady (lub więcej, wedle uznania)
 - pianki
(+ ewentualnie dodatki: np. cynamon, kardamon, ostra papryczka... ;))

Wykonanie:
Czekoladę i śmietanę podgrzej w rondelku, ale nie gotuj. Przed zagotowaniem wrzuć pokawałkowaną czekoladę i zdejmij całość z ognia. Mieszaj energicznie do uzyskania jednolitej konsystencji. Udekoruj dowolną ilością pianek.








napój mleczno-bananowy z kremem angielskim

Składniki na napój mleczno-bananowy (na ok. 2 szklanki):
 - pół szklanki mleka
 - 2 banany

Wykonanie:
Mleko podgrzej. Do blendera wrzuć plasterki banana, zalej mlekiem i zmiksuj na jednolitą masę.
Możesz zwieńczyć kremem angielskim.

Robiąc krem angielski, korzystałam z przepisu STĄD. Można zrobić go wcześniej, na zapas, wówczas przygotowanie deseru będzie zdecydowanie szybsze. Krem angielski można przechowywać w lodówce przez tydzień.





Przy okazji chwalę się swoim nowym nabytkiem: przeuroczymi kubeczkami House of Rym, które kupiłam w sklepie Kapibara. Te przesłodkie postaci z kolekcji "Oh what a friendly face" (trudno o lepszą nazwę oddającą ich charakter ;)) stworzyły Elisabeth Dunker i Cecilia Pettersson. Gdy tylko zobaczyłam te buźki i wyjątkowe wzory (z jednej strony nieco geometryczne, z drugiej organiczne, przywodzące na myśl szyszeczki, gałązki, liście...), z miejsca się zauroczyłam. Czyż nie są cudne? ;)













 






 


18 października 2014

moja inspiracja: House of Rym

Październik przypomina mi o tym, dlaczego lubię jesień (i to tak bardzo). Już na początku miesiąca awizo zmusiło mnie do wyjścia z domu; był wieczór, ściemniało się, deszcz co prawda przestał padać chwilę wcześniej, ale w powietrzu wciąż unosiły się cząsteczki deszczowych kropli. Zasunęłam suwak polarowej bluzy aż po samą szyję, wcisnęłam głowę w ramiona i przyspieszyłam - chciałam zdążyć odebrać przesyłkę przed zamknięciem urzędu pocztowego. Z paczką pod pachą i świadoma, że już nic mnie nie goni, uspokoiłam się, wracając do domu. Zwolniłam i pozwoliłam, by mój oddech uspokoił się po szybkim marszu. Spojrzałam na swoje nogi depczące zmokłe liście, na blade światło ulicznych latarni, na ludzi ukrywających się w swoich płaszczach, na drzewa: zmęczone i drzemiące... Zapach powietrza po deszczu jest niesamowity - niezależnie czy w mieście, czy poza obszarem zabudowanym. Chłonęłam otulającą mnie wilgoć, wciągałam w nozdrza zapach mokrych liści... Wspaniałe uczucie... 
Uwielbiam złotą jesień, kiedy we wszystkim wydaje się być zaklęte słońce, kiedy przyroda mieni się kolorami, jakby chciała przeprosić za zbliżającą się zimę wymazującą barwy... Lubię też tę jesień, kiedy mży a świat skrywa wilgotna zasłona utkana z mgły, deszczu i przysiadającego na skrawkach popołudniowej ziemi zmierzchu...

Jesień inspiruje. Kolorowe liście mamią nie tylko barwami, również kształtami. Doskonale wie to Elisabeth Dunker, która wykorzystała motyw m.in. liści dębu w swoich projektach dla House of Rym. Marka zawitała niedawno do sklepu Kapibara - trudno o lepszy moment! Jesień w rozkwicie (jeśli można tak to ująć ;)) w pełni komponuje się z przedmiotami proponowanymi nam przez połączenie tunezyjskiego słońca i szwedzkiego wzornictwa. Mnie także zainspirowała...  

Jesień to doskonały czas na spacery z dzieckiem. Prócz zabawy na świeżym powietrzu, możemy wykorzystać dary natury: kasztany, liście, żołędzie, kamienie... Sami albo z maluchami...
Co możesz zrobić?
 - projektuj - spójrz na produkty House of Rym i podczas spaceru wymyślaj nowe wzory z wykorzystaniem tego, co znajdziesz na drzewie albo pod drzewem ;) (i nie tylko);
 - rysuj - kredą na asfalcie, kostce chodnikowej... Dzbanki, filiżanki, talerzyki, cokolwiek! Twórz formy użytkowe (i nie tylko - słowo klucz ;)) i ozdabiaj z wykorzystaniem darów natury. A kiedy będzie padać - kredki do rąk i możesz rysować w domu;
 - ćwicz - rysunek, kreskę, kształty... Geometryczne liście... Równe kreseczki... Spróbuj przenieść na papier talerzowe wzory House of Rym. To dobre ćwiczenie dla dużych i małych: ćwiczy i koncentrację, i cierpliwość, wreszcie sprawność naszych palców... ;)
 - układaj - zebrane liście w koło albo kwadrat, trójkąt... W dowolne formy. Spróbuj nadać elementom przyrody jakiś kształt, może być wymyślony, tworzony "na żywo", inspirowany chwilą, tym, co właśnie zawirowało w Twojej głowie. Bądź jak Andy Goldworthy! (Po próbkę zapraszam TUTAJ.) Może to będzie dla Ciebie i/lub Twojego dziecka wyśmienita lekcja sztuki? :)
 - inspiruj się! - ciekawe pomysły są dookoła Ciebie. Wystarczy otworzyć się na świat i patrzeć - uważnie, czasem mrużąc oczy. Uruchom wyobraźnię, daj się ponieść fantazji! :)











 

 




15 października 2014

bezskrzydłe ćmy

Jesteśmy jak wielkie bezskrzydłe ćmy, które lgną do światła. Wyciągamy w kierunku słońca ręce, wyginamy się, to wykrzywiamy ciało, to prostujemy kręgosłupy... Gdzieś zza firanki słychać trzask kręgów szyjnych; czyjaś twarz się ogrzewa, czyjeś oczy mrużą.

Jesteśmy jak wielkie bezskrzydłe ćmy, które lgną do światła. Pierwsze i drugie śniadanie, poranna kawa i spacer po mokrych liściach, po nierównej kostce brukowej, którą rozjeżdżają koła małych dziecięcych wózków podróżnych. To uczucie tuż po obiedzie, gdy brzuchy pełne, ale coś kłuje w środku - szybsze wieczory, częstsze chmury, sztuczne światło przywoływane pstryknięciem plastiku. Udawane słońca palone w domach.

Jesteśmy jak wielkie bezskrzydłe ćmy, które lgną do światła. Które - z nosem przyklejonym do szyby - wypatrują zza zmęczonych chmur ostrych promieni słońca. Rozcieńczone mleko zalewa wtedy świat, a ludzie - jak rodzynki w owsiance - samotnie pokrywają się wilgocią.

Jesteśmy jak wielkie bezskrzydłe ćmy, które lgną do światła...










Młodzianowi towarzyszył w ostatnim czasie mój ulubiony zestaw ubraniowy: koszula z H&M (prezent urodzinowy) oraz legginsy Fala od Icon Store (łup z posezonowych przecen).

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka