14 stycznia 2014

zima o tej porze roku

Być może już niedługo pojawi się zapowiadany (i wyczekiwany przez niektórych) śnieg. W sumie dobrze by było, gdyby pojawił się teraz - nie chcę go widzieć pod koniec marca lub w kwietniu. (Poza tym synek dostał pod choinkę sanki...) Tęsknię za Wielkanocą, z której nadejściem kroczyła dumnie Wiosna. Z radością wyczekiwałam wówczas Wielkiej Soboty i święcenia jajek: biegłam do kościoła z rozwianymi włosami, w lekkiej kurtce (czasem bez), w butach "wiosennych". Wdychałam zapach budzącej się do życia przyrody, odżywałam. 
Zima do tej pory raczyła nas pogodą wiosenną. Złudne to określenie jednak, bo to ani zima, ani wiosna... Niby temperatura wysoka, ale chłodne powiewy wyraźnie wskazywały, że to grudzień/styczeń, nie marzec, przykładowo. Wiatr nie pozwalał człowiekowi się oszukiwać. Nie pozostawiał miejsca na złudzenia.
Niemniej... Zacny to czas na robienie zdjęć. Stąd poniższe migawki spacerowe. I grudniowe, i styczniowe... Próba złapania w kadrach przyrody w tej zimowo-wiosennej aurze.






























8 stycznia 2014

DIY: łapacz snów

Kiedy zobaczyłam łapacze snów od MoiMili... zakochałam się w nich od razu. Wspaniały pomysł na wykorzystanie koronki i kolorowych tasiemek, pomponików i przeróżnych guzików. Oryginalna ozdoba pokoju dziecięcego, która ma też piękną symbolikę: na wzór indiańskich amuletów ma wyłapywać złe sny i przepuszczać jedynie te dobre. Rozmarzyłam się... ;)

Niestety, za wiele dookoła mnie pięknych przedmiotów, za mało pieniędzy, które można by na nie wydać ;). Często powtarzam, że chciałabym wygrać w Totka: wówczas tak gorliwie wspierałabym polskie marki i nasz krajowy handmade! Na razie zmuszona jestem jakoś sobie radzić. To, czego nie jestem w stanie zrobić sama, wpisuję na długą listę "Zakupy?". To, co mogę zrobić samodzielnie, ląduje w katalogu "inspiracje". Wirtualny łapacz snów od MoiMili moje neurony mózgowe połączyły z tamborkiem od mamy*. A gdy znalazłam w domu koronkę, wiedziałam: mogę przystąpić do pracy.

* Dopiero pisząc notkę zauważyłam, że tamborka używają też MoiMili. Miałam nosa ;).

W tym miejscu czuję się zobowiązana do pewnej dygresji:
Ostatnio słyszałam o plagiatach przedmiotów wymyślonych przez nasze polskie projektantki (mam na myśli Ekoubranka i Pani Pieska). Rozgorzała dyskusja na temat tego, co można nazwać inspiracją, a co ewidentną kradzieżą czyjegoś pomysłu.W moim odczuciu jeśli coś wykonuje się ręcznie na potrzeby "domowe" (czyt. dla siebie lub najbliższych) - wówczas nie ma problemu. Zaczyna się robić nieprzyjemnie, gdy taką rzecz chcielibyśmy np. sprzedać... Tu rzeczywiście rodzi się pytanie: czy mamy prawo zarabiać na czyimś pomyśle? Według mnie najlepszym rozwiązaniem jest - jeśli chce się powielać podpatrzony u kogoś wzór - zwyczajnie się do tej osoby zgłosić z prostym pytaniem: "Czy mogę?" Wówczas nikt nie będzie nam mógł niczego zarzucić. (Nie wspomnę o tym, że najlepiej robić to, co wymyśliło się samemu, bo to w sumie oczywistość. ;)) 
Jak wspominałam, pozwoliłam sobie na bezczelne kopiowanie MoiMili, bo nie stać mnie na zakup oryginalnego łapacza snów. Jakoś jestem w stanie wydać nierozsądną w pojęciu mego małżonka ilość pieniędzy na np. ubranka, kocyki czy zabawki - wydaje mi się, że są one bardziej "użytkowe" (lub na książki, ale to takie moje prywatne, poniekąd zawodowe nawet zboczenie ;)). Co innego z ozdobami, których jedyną funkcją jest np. wisieć i ozdabiać pokój. Tutaj włącza mi się tryb kombinowania...
Łapacz zrobiłam metodą "domową" na użytek prywatny. Nie ukrywam, skąd czerpałam inspirację. Powiem więcej: jeśli chcecie być pewni jakości wykonania i mieć zaoszczędzonych kilka godzin pracy (plus czas poświęcony na poszukiwania materiałów) - zakupcie łapacz TUTAJ. Cena wcale nie jest wzięta z kosmosu (o czym swego czasu pisała na swoim blogu Yadis (TUTAJ)). Jeśli podliczyć koszt tamborka, materiałów, włożoną pracę... niestety, cena wyjdzie taka, jaka wyjdzie. Poza tym płaci się za profesjonalizm wykonania, którego w moim łapaczu snów trochę brakuje. Gdy już był gotowy, dopatrzyłam się kilku miejsc, w których mogłabym wprowadzić poprawki. Ale... dzięki temu ma swój "handmade'owy" urok. 


Potrzebne będą:
 - tamborek (ja miałam szczęście dostać jeden zabytkowy od mamy)
 - koronka - najlepiej okrągła i ze wzorem, który do owego okręgu nawiązuje (tzn. "schodzi" do środka), najlepiej też w rozmiarze tamborka (lub nieco większa)
 - kolorowe tasiemki z różnych materiałów i różnej długości (chyba że jesteście fanami równych linii, wówczas mogą być tej samej długości :); aczkolwiek wg mnie lepiej prezentują się różnej: wtedy jest tak... szaleńczo w pozytywnym tego słowa znaczeniu :))
 - tasiemki koronkowe
 - guziki, pomponiki i wszelkie ozdóbki, które przyjdą Wam do głowy
 - igły, nici

Uwagi:
Czy tamborek jest konieczny? Według mnie sprawdza się najlepiej. Tzn. można by zapewne wykorzystać np. kółko wycięte z grubej tektury (lub sklejone z kilku) lub samotną drewnianą obręcz, ale tamborek zawiera niejako obręcz dodatkową, która kryje potem nasze ewentualne machinacje przy "pierwszej" (podstawowej, właściwej) obręczy. Dzięki temu mamy taką "oprawę" całości.
 
To do dzieła...

1. Oddzielić większe koło tamborka od mniejszego. Będziemy pracować na tym wewnętrznym, zewnętrzne można odłożyć - przyda się dopiero na samym końcu.



2. Przypasować koronkę. Sprawdzić, czy rzeczywiście pasuje, spróbować ponaciągać i wstępnie zastanowić się, w jaki sposób przymocować i z której strony.


3. Brzegi mojej koronki wystawały, postanowiłam więc przymocować ją do tamborka za pomocą nitki wełny w pasującym kolorze. Wybrałam dziurki najdalej położone od środka, aby maksymalnie koronkę naciągnąć, a żeby nitek nie było aż tak widać.



4. Dla pewności bezczelnie naciągnęłam brzegi koronki i przykleiłam taśmą klejącą do tamborka.


5. Teraz pora zdecydować, z której strony będzie się ozdabiało nasz łapacz. Ja wybrałam stronę - teraz to wiem - niewłaściwą, tj. z koronką w głębi a nie "na wierzchu" tamborka. Jest to niewłaściwe i niewygodne o tyle, że nitki służące za mocowanie po prostu... widać. MoiMili używają właściwej strony.

6. Kiedy już się zdecydujemy, można zacząć ozdabianie z właściwej strony. Jeśli mamy tasiemki różnej wielkości, polecam rozpocząć od tych dłuższych i/lub szerszych. One powinny być na środku, żeby boki były lżejsze. Ale, oczywiście, wszystko zależy od Was i możecie stwierdzić, że wolicie inaczej. Co kto lubi :)


Zasada jest prosta: co da się przewiązać - przewiązać. Co jest za grube - przyszyć. Odnośnie przyszycia: wystarczy doszyć samą końcówkę tak, by stykała się z resztą sznurka/tasiemki. Nie ma co zwiększać powierzchni przy tamborku albo w górnych partiach "zwisu".

7. Przez guziki przewlekłam wełnianą nić w jakimś odpowiadającym mi kolorze, zrobiłam zwykły supełek (żeby guzik nie przesuwał mi się po nitce) i zawiązałam w odpowiadającym mi miejscu. Pozwoliłam, żeby nitki swobodnie zwisały obok tasiemek.

Podobnie z pomponikiem. Jeśli robimy go wcześniej sami, warto zostawić dłuższe nitki właśnie do zamocowania. Jeśli jednak mamy już gotowy, bez wystających nitek, wystarczy przez igłę o dużym uchu przewlec - jak przy guzikach - chcianą nić: to wystarczy. Potem - jak przy guzikach.

8. Na koniec, gdy już wszystko będzie na swoim miejscu, od tyłu ostrożnie nakładamy na całość zewnętrzną część tamborka. Będzie odtąd służyła jako mocowanie i ramka jednocześnie.

(9. Ponieważ miałam stary tamborek, bez metalowego mocowania tych współczesnych, które pomaga w wyszywaniu, w celu zawieszenia ozdoby zmuszona byłam do przewieszenia przez łapacz sznurka. Jeśli jesteście w podobnej sytuacji: ten punkt Was nie ominie. ;))


Gotowe!

Wykonany przeze mnie łapacz snów zawisł na "ozdobnej" rurze w sypialni (docelowo pokoju synka, ale na razie jest to sypialnia całej naszej trójki ;)).







5 stycznia 2014

pomysły na... washi tape

Washi tape: ni to taśma klejąca, ni to ozdobna tasiemka papierowa... Coś pomiędzy. "Samoprzylepna taśma papierowa", cytując strony internetowe. Kraj pochodzenia? Japonia. Nazwa "washi" pochodzi z połączenia dwóch określeń: "wa" oznacza japoński, "shi" papier, a połączenie obu używane jest na opisanie pracy wykonywanej ręcznie metodą tradycyjną (papier ten robi się zresztą przy użyciu naturalnych surowców: bambusa, ryżu, pszenicy, włókien z kory i innych). Technika wykonania jest bardziej skomplikowana od procesu wytwarzania standardowego papieru, a washi wykorzystuje się w tradycyjnych technikach origami, kaligrafii shodo czy drzeworytach ukiyo-e. Technikę wykorzystano również do stworzenia wieńców dla zwycięzców Zimowych Igrzysk Paraolimpijskich 1998. Zastosowanie znalazła [technika] jednak i w mniej "poważnych" dziedzinach: produkcji odzieży, artykułów gospodarstwa domowego, zabawek... A ostatnio - za pośrednictwem dodatku kleju - jako taśma robi furorę. Washi tape wykorzystać można do... wszystkiego? Myślę, że stwierdzenie takie nie będzie przesadzone. Sama sprawdziłam. A jeśli na coś nie wpadłam - wpadli na to inni. Kolejny dowód na to, że naszym jedynym ograniczeniem jest wyłącznie wyobraźnia...

Washi tape jest nieco inne w dotyku niż "zwykły" papier. Trudno mi dokładnie określić, co mam na myśli: jest jakby bardziej gładkie i... matowe? Trzeba chyba obcesowo potraktować je opuszkami palców, by zrozumieć, co mam na myśli. W każdym razie: przyjemny to dotyk.
Jej [taśmy] zaletą jest to, że jest właściwie wielokrotnego użytku. Dość dobrze się odkleja od w miarę gładkich powierzchni (np. niektórych rodzajów papieru, m.in. pakownego), dzięki czemu jeden urywek może służyć na dłużej. Oczywiście wielokrotne przyklejanie i odklejanie możne osłabić moc samego kleju, ale przy sprzyjającej powierzchni i rozsądnych parametrach np. przedmiotu do zawieszenia... działa. (Sprawdziłam na zawieszanych serduchach: niektóre kawałki lekko się odklejały z upływem czasu, ale wystarczyło je przekleić kilka milimetrów wyżej albo dokleić dodatkowy, jakby stabilizujący [również używany!] fragment. Na tej zasadzie wisi już dwa tygodnie bez żadnych poprawek.)

Do rzeczy: do czego można wykorzystać washi tape?

1. Wyeksponowanie przepisu na kuchennej szafce: żeby był widoczny w trakcie pichcenia (umieszczenie na linii wzroku jest na pewno o wiele wygodniejsze):




2. Domowa galeria:
 


2a. Galeria w pokoju dziecka - czy to złożona z rysunków malca, czy z obrazków/plakatów:




3. Oryginalny pomysł na ozdoby świąteczne (i nie tylko świąteczne):




4. Zakładka do książki (lepiej przy lekko zużytych odcinkach; przy świeżych dobrze sprawdzić najpierw relacje taśma-papier):




Oraz jako...

5. Ślady kół samochodowych! Czyli kreatywne wsparcie dziecięcych zabaw (w tym momencie to wzór determinuje wykorzystanie - np. kwiatowy może stać się piękną łąką albo rabatką przed domkiem Barbie ;)):




Mnóstwo innych pomysłów znajdziecie TUTAJ.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka