27 kwietnia 2011

babka cytrynowa

Święta Wielkanocne minęły, ale ich smak jeszcze się utrzymuje, głównie za sprawą niedojedzonych potraw, których resztki (czy może raczej zdecydowana większość) pozostały w lodówkach i na stołach, wciąż uśmiechając się lubieżnie do przechodniów.
Na te Święta, pierwszy raz przygotowywane przeze mnie w domu, skorzystałam z przepisu Mamy i wyprodukowałam babkę cytrynową. Myślę, że przepis spodobałby się Julii Child: do ciasta dodaje się bowiem całą kostkę masła. Jego smak: czy to przy pieczeniu czy smażeniu, przy okazji gotowania nawet, jest nieoceniony. Nie zastąpi go żaden inny tłuszcz...

Babka cytrynowa (cytrynówka ;)):
1 kostka masła (roztopiona)
3 jajka
szklanka cukru
pół szklanki mąki tortowej
pół szklanki mąki ziemniaczanej
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
aromat cytrynowy

Jajka ubić z cukrem na puszystą masę, dodawać powoli mąkę i proszek do pieczenia. Roztopione masło, lekko schłodzone, przelewać do masy cienką strużką, cały czas ubijając ciasto mikserem. Można - wedle smaku i uznania - dodać bakalie, np. skórkę cytrynową albo pomarańczową, kilka kropel aromatu cytrynowego. Całość ubijać jeszcze około minuty. Gotową masę przelać do uprzednio wysmarowanej masłem i oprószonej mąką formy na babkę. Piec w lekko nagrzanym piekarniku w 180 stopniach przez 45 minut.
Polewę zrobiłam wedle najprostszego i zarazem najlepszego przepisu: zmieszałam wyciśnięty sok z cytryny z cukrem pudrem. Cukru dodać należy tyle, by konsystencja polewy stała się lukrem z prawdziwego zdarzenia.







19 kwietnia 2011

prawdziwa Mona Lisa

   Pomysł chodził za mną od jakiegoś czasu, dokładnie od zajęć z estetyki, na których poznałam twórczość Zbigniewa Libery (tutaj polecam zaznajomić się z np. zaprojektowaną przez niego lalką, której można ogolić włosy: TUTAJ). Jest to - i w Jego przypadku i w moim - pewnego rodzaju przełamanie tabu. Głośno się o tym nie mówi, ale przecież każdy ma tego świadomość... Więc cóż obrzydliwego być w tym może?

   Wykonanie nie jest najlepsze, nie korzystam z myszki, wszelkie więc poprawki w Corelu wykonywałam za pomocą palców, których subtelnych ruchów komputer niestety nie był w stanie wszystkich wyłapać... Nie poświęciłam też za wiele czasu na poszukiwanie odpowiednich grafik, które oddałyby pomysł zrodzony w mej głowie. Ale - co najważniejsze - przesłanie oddane a całość... do przyjęcia ;).

"Prawdziwa Mona Lisa", projekt mój, Mona Leonarda, inspiracja Liberą

   Przecież nasza ikona piękna nie depilowała się, nieprawdaż?

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka