17 lutego 2017

kasztanowe pancakes

Kiedy mróz o poranku rysuje na okiennych szybach wzorzyste esy-floresy, zimowe malowidła ludowe, lodowe wiązanki kwiatów, jedna z wiewiórek zajrzała do swojej spiżarni, wydobyła kilka kasztanów, zmieliła je na proszek wypolerowanym kamyczkiem i... upiekła pancakes - brązowiutkie jak gdyby zawierały kakao, ale nie - swoją barwę zawdzięczają kasztanowej mące. Jeszcze tylko kleks dżemu z czarnego bzu (tak pachnie lasem i latem!) i pyszne rozgrzewające śniadanie gotowe!



kasztanowe pancakes
Składniki:
 -  1,5-2 szklanki mąki kasztanowej
 - 1 szklanka mleka sojowego
 - 1 jajko 
 - 1 łyżka masła (roztopionego)
 - 3 łyżeczki cukru pudru
 - 1 łyżeczka proszku do pieczenia
 - 1 łyżeczka oleju kokosowego do smażenia
 - dżem Łowicz 100% z owoców Czarny Bez do podania

Wykonanie:
W jednej misce rozbełtać mleko z jajkiem. W drugiej połączyć składniki suche, przesiać do mieszanki mlecznej, dodać masło i wszystko dokładnie wymieszać. (Pod koniec nie przesiewałam już mąki, tylko ostatnią partię przesypałam bezpośrednio do miski z masą mleczno-jajeczną - nic wielkiego się nie wydarzyło, więc myślę, że w razie czego Ty również nie musi obawiać się podobnych zabiegów.)
Na patelni rozgrzać olej kokosowy - łyżeczka zupełnie wystarczy. Nakładać masę (powinna mieć lekko gęstą konsystencję), w miarę możliwości formować okrągłe placki. Poczekać, aż na powierzchni zaczną pojawiać się bąbelki-dziurki - wtedy można odwracać pancakes na drugą stronę. Smażyć do lekkiego zezłocenia/zbrązowienia. Następne partie smażyć bez oleju, korzystając z już natłuszczonej patelni.
Gotowe przełożyć na talerz, posmarować jak kanapkę dżemem Łowicz 100% z owoców (np. Czarny Bez) - doskonale przełamie specyficzny placków, uzupełni go owocową nutą. Można zajadać palcami, jak kanapkę, kasztanowe pancakes prawie w ogóle nie są tłuste.



 



Takie placki to dobry pomysł na smaczne, zdrowe, niespieszne śniadanie: robią się szybko i bezproblemowo (nie przywierają do patelni, rumienią się w mgnieniu oka), nie zawierają glutenu, więc są na topie ;), bez mleka krowiego, bo z sojowego (Lady Marion jest uczulona na mleko krowie, szukaliśmy więc zamienników, a ja sama przestałam je pić - od tego czasu moja cera znacznie się wygładziła), a smaży się je na oleju kokosowym, z którym nic się nie dzieje w wysokich temperaturach, a który ma świetne działanie na nasze ciało (można się nim nawet smarować jak balsamem). Jeśli dodatkowo użyjemy zdrowego dżemu, np. Łowicz 100% z owoców - u mnie padło na czarny bez, bardzo lekki, o wyważonym smaku - nasze śniadanie staje się świetną alternatywą dla tłustych omletów czy naleśników ociekających, dajmy na to, syropem cukrowym. Można na słodko i na ciepło bez zbędnych dodatków. Wiewiórka wie najlepiej! ;)





przepis bierze udział w akcjach:


3 lutego 2017

o ważce i jej gwiezdnych skrzydłach (krótka historia prawie kosmiczna)

Czy ważka się waży w daleką podróż wyruszyć - odważyć?
Zważywszy na niże czy wyże, rozwinie naprędce swe skrzydła chyże?
I śmielej i dalej, i wzwyż i do góry, pofrunie niczym Ikar (lecz nie polecą pióra)?


Siedzi nad kartką Marta, i duma. Słowa wymyśla, co to do rymu pasować jej będą, do pomyślunku, zamysłu ogólnego, spontanicznie zresztą powstałego.
I kiszka. I blaszka. Bo ważka zsunęła się z palca. Na domku przysiadła, ruszyć się nie chce, coś o łapaniu słońca w swe skrzydła plecie.

Niech siedzi więc, gigantka. Niech się opala. Niech promienie chwyta, rozpala... Niech na delikatnych bibułkach skrzydeł tworzą się gwiazdy - nowe układy słoneczne. 







Ważka to prezent od mojej siostry - skrzydlate stworzenie zostało wyłowione z wielkiego kosza w secondhandzie i nie było mowy o innym scenariuszu - musiała przylecieć z moją siostrą do domu. Podobno miała ikeowską metkę, ale nie potwierdzę tego - nie znalazłam dowodów u wujaszka Google, żeby podzielić się nazwą czy linkiem. 
Ważka, prócz tego, że urocza, posiada kieszonkę na korpusie, do której można wsunąć palec. Kiedy się nim porusza w górę i w dół, ważka... porusza skrzydłami - leci!


1 lutego 2017

kilka pomysłów na walentynkowe prezenty DIY

Rok temu zabijałam pluszowego misia (TUTAJ), anno Domini 2017 nie zamierzam być już tak brutalna. Serduszka i kwiatki już mnie nie rażą po oczach, słodkie wyznania miłosne również. Może dlatego, że - a jednak! - postanowiłam poszukać czegoś mieszącego się w mojej estetyce. Pluszowy miś z czerwonym serduchem w łapkach jednak został rozpruty... 


#1
Jednym z ciekawszych i - niestety, ale co zrobić! miłość wymaga poświęceń - czasochłonnym prezentem są karty, które znajdziecie u wujaszka Google, wpisując frazę: "52 reason why i love you". Pięćdziesiąt dwa? Nie za dużo? Właśnie nie - tyle kart ma talia, z której wykonuje się ten niecodzienny, ale na pewno wzruszający podarek. Na każdej przykleja się jeden powód/dowód uczucia (w różnych formach; mnie najbardziej urzekła przekreślona twarz Hugh Granta wyciętego z jakiejś gazety, z podpisem: "Jesteś przystojniejszy.").

#2
Powiesić na lodówce albo tablicy magnetycznej serce od Ukochanej/Ukochanego? Makabrycznie-romantycznie! Nikt nie musi się martwić zdrowiem drugiej połówki - wisieć będzie jedynie magnes, za to wykonany ze sporą dawką uczucia. Instrukcję znajdziecie u Mer: TUTAJ.
 

fot. Merrilee Liddiard, mermagblog.com (źródło)

#3
A może tak... ukoronować ukochaną głowę? Zaznaczyć w sposób szczególny ten dzień, zwłaszcza w karnawale urządzić sobie rozrywkę w rodzaju "król/królowa na jeden dzień"? (Jak będzie sympatycznie - można rozszerzyć na dłuższy okres czasu!) Zamiast standardowych, typowych koron (tfu!-plastikowych, tfu!-kupnych) spróbujmy wykonać taką samodzielnie. Może przypominać wianek, co by wiosnę przybliżyć, ciepło przywołać. Jak tego dokonać krok po kroku opowie Rubyellen TUTAJ


fot. Rubyellen z mycakies.com (źródło)

#4
Gdy brakuje pomysłów, dobrze zainwestować w... cały ich pakiet! Kupony dla ukochanej osoby to wyjątkowy prezent, a w zasadzie kilka prezentów w jednym. To zarówno przyjemności, jak i coś dla nas mniej wygodnego, ale stanowiącego radość dla drugiej strony (Np. takie wyrzucenie śmieci - niby nie powinien motywować nas tutaj kupon, a wizja radosnego współ-życia w gospodarstwie domowym, niemniej... nie czarujmy się. Każdy wie, jak jest.). Monika udostępniła u siebie (TUTAJ) zaktualizowane kupony z datą ważności do walentynek 2018 - mamy cały rok na spełnianie życzeń!


fot. Monika z www.partymika.pl (źródło)

#5
No i świetnie... Podarki są... A opakowanie? Można oczywiście użyć gotowca, ale nie po to trudziliśmy się wcześniej, by teraz nasz własnoręcznie przygotowany prezent zapakować w to, co nawinie nam się przypadkowo w ręce... Z pomocą przyszła Paulina i jej walentynkowe pudełka (TUTAJ). Można ściągnąć grafikę, wydrukować, a potem złożyć wyjątkowe pudełko zdolne pomieścić i powyższe kupony, i magnesy, i ulubione słodycze naszej drugiej połówki... A to tylko kilka możliwości!


fot. Paulina z onelittlesmile.pl (źródło)

#6
Martha Stewart (wmówiłam sobie ostatnio, na fali blogowej aktywności, że me imię nie może być przypadkiem i może jest mi przeznaczone podobne imperium pomysłowe - przyjemna myśl, w każdym razie) pokazuje, jak łatwo, szybko i przyjemnie zrobić walentynkowe chińskie ciasteczka z wróżbą - filcowe, z miłosnym wyznaniem wewnątrz. Po instrukcję zapraszam do Marthy: TUTAJ.



Jakie prezenty wolicie: gotowce czy może wykonane własnoręcznie?
A może najlepsze są słodycze przygotowane przez ukochaną osobę?

Czy świętujemy walentynki (czy, jak śmieję się czasem: walniętynki), czy nie, warto czasem pomyśleć, jak można sprawić przyjemność drugiej stronie. Teoretycznie każdy wie, że uczucie powinno się okazywać codziennie, nie od święta, ale rzeczywistość stawia nas często pod ścianą. Rutyna potrafi nas wypalić, korzystajmy więc z momentów, które nas z niej wyrywają. To nie musi być czternasty dzień lutego. Dla przykładu, my z mężem robimy sobie nasze własne walentynki dzień wcześniej - "pechowego" trzynastego, co by nie być jak wszyscy, ale jednak celebrować bycie razem.

A Wy jakie macie pomysły?

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka